Autor: Frid Ingulstad Nr wydania: 1 Rok wydania: 2010 Wydawnictwo: Axel Springer Polska ISBN: 978-83-7558-765-4 Nazwa serii wydawniczej: Przepowiednia księżyca Okładka: miękka
Jest rok 1352. Przed dwoma laty przez Norwegię przetoczyła się epidemia dżumy, pustosząc wielkie obszary kraju. W jednej z udręczonych nieszczęściem wsi mieszka Ingebjřrg, siedemnastoletnia dziedziczka bogatego dworu. Jej ojciec zaginął w tajemniczych okolicznościach i Ingebjřrg musi wyjść za mąż, żeby móc przejąć rodzinny majątek. Jest silna, zdrowa i piękna, ale żyje w czasach, gdy mężczyzn jest niewielu...
No więc stało się. Pierwszy tom już mam w domku, od razu zabrałam się za czytanie. Pełna byłam emocji co i jak. Czy będę chciała kupować dalej? Czy opis: "Saga, której nie zapomnisz" będzie prawdziwy? A może to tylko czcze przechwałki? No więc po kolei powiem o swoich odczuciach.Rozdział I : Nudą wieje, zawiewa i nie wiadomo co jeszcze. Ciężko się czytało, traciło wątek i zainteresowanie. Kilkakrotnie musiałam przeczytać jeszcze raz zdanie, żeby zrozumieć o co w ogóle chodzi. Na szczęście rozdział I skończył się szybko i nastał: Rozdział II, jakby za dotknięciem różdżki, trafiłam do innej bajki, innego stylu i nareszcie czegoś ciekawego. Otóż pierwszy raz poczułam niedosyt p przeczytaniu samego opisu okładkowego. Ani trochę nie wyraża on, nie pokazuje, jak bogatą jest ta książka. Niestety, bo prawdę trzeba powiedzieć, a jest ona taka, że opis od wydawcy nie zachęca. Jeszcze to opisanie, że to historia i inne bla, bla zniechęcają. A treść książki jest magiczna i czaruje. Swoją prostotą, ale jednocześnie czymś niezwykłym, czymś co przyciąga i zatrzymuje w swoich objęciach na dłużej. Bardzo rzadko zdarza się taki uczucie, czytając książkę. A właśnie takie miałam, czytają pierwszy tom "Przepowiedni księżyca". Sama okładka jest tak piękna, że czytając o bohaterce spoglądałam na nią, teraz pisząc tę recenzję, spoglądam na nią chętnie i bez zażenowania, z myślą: "chciałabym tak wyglądać" (jak dziewczyna na okładce rzecz jasna). Nie posądzajcie mnie proszę o zapędy homoseksualne, nie, ja po prostu docenia piękno. Nie oceniać książki po okładce? Ale dlaczego nie? W tym przypadku to powiedzenie, mogłoby odsunąć nas od wspaniałej lektury, którą zbruździł i zbezcześcił opis okładkowy. Co takie wspaniałego daje nam ta książka? Otóż wspaniały, realistyczny obraz życia w epoce średniowiecza. Pejzaż, jaki tworzy autorka jest niesamowity. Poznajemy sytuację w czasach dżumy, z romansem w tle. Z wierzeniami, magią i czasem, kiedy to decydują o nas rodzice. O tym kogo mamy kochać, kogo nienawidzić. O czasie, kiedy nie ważne co sądzą kobiety. Ważne to, co narzucają nam inni. No i pada pytanie, czy w 1352 roku, bohaterka mogła sprzeciwić się życzeniu matki na łożu śmierci, żeby porzuciła doczesne życie i poszła do klasztoru? Nie, Ingebjorg nie miała wyboru. I właśnie na tym kończy się tom pierwszy, pozostawiając czytelnika pełnego pytań i wewnętrznego wołania, nie! ona nie może odejść. Teraz czekam tylko dnia, kiedy w kiosku będzie kolejny tom (chociaż ciekawość zwyciężyła, a ja już dawno podpatrzyłam jakie będą jej losy aż do 15 tomu). To się chyba nazywa magia, więc nie ma co mówić, że ona nie istnieje.