Koszyk
Twój koszyk jest pusty
  Twoje konto 

Nie tylko Paryż!, Agnieszka Kumor - Fragment

 Więcej wiadomości

 
 

Nie tylko Paryż - Przewodnik subiektywny po regionach i winnicach Francji


Autor
Agnieszka Kumor
Tytuł orginału
Ca, c'est Paris!
Data wydania
4 sierpnia 2008
Wydawnictwo
PIW
ISBN
978-83-06-03153-9
Oprawa
broszurowa
Format
12.5x20.5 cm, 448 stron
Cena 40.49 zł
Do Koszyka
ŚWIĘTO WINOBRANIA NA MONTMARTRZE
Co roku w drugi weekend października w cieniu bazyliki odbywa się wielkie Święto Winobrania. Tradycję ma długą, bo organizowane jest od roku 1934. Wino jest takie sobie, ale przy okazji tłoczenia poznać można jego „kuzynów”, przybyłych z całej Francji. Paryskie wino rocznik 2007 ochrzczono mianem Cuvée Brassens, a to z racji pięćdziesiątej piątej rocznicy debiutu autora Piosenki dla Owerniaka w kabarecie „U Patachou”, na Montmaitrze. Wielki poeta sceny, kompozytor i piosenkarz tłumaczony był chyba na wszystkie języki świata. W Polsce miał szczęście do Przybory i Młynarskiego.
Święto Winobrania w Paryżu to coś! Przy rue Navarin kłębi się nieprzebrany tłum gapiów i amatorów wina. Do tych, którzy udali się na Montmartre, gdyż dobrze znają Fête des Vendanges, dołączają turyści, którzy je dopiero odkrywają. Niezależni producenci z całej Francji ustawiają swoje stoiska obok zagłuszającej wszystko kapeli. Kiedy tam ostatnio byłam, państwo Marie-France i Philipe Bęc z miasteczka Caux na południu kraju prezentowali swoje wina langwedockie z Domaine de Bayelle i domowe przetwory, jak foie gras czy tapenades, A u małżeństwa Charpentier można było się napić wina apelacji Lussac-Saint-Émillion. I oczywiście kupić kilka butelek degustowanego trunku.
Teren pomiędzy placem du Teitre a bazyliką do ostatniego metra kwadratowego zajmuje zaimprowizowana wioska regionów francuskich, gdzie swoje wyroby (głównie oczywiście wina) prezentują regionalni producenci. Można próbować do woli! To tam w pewnym momencie ruch się „zakorkował” i nie sposób było ruszyć dalej, ale nikt się nie denerwował, nikt nie złorzeczył. U winiarzy z Beaumes-de-Venise, na południu Francji, można było spróbować pachnącego malinami, krwistego Côte-du-Rhone, wina z Doliny Rodanu, cieszącego się coraz większą estymą u specjalistów od winiarstwa.
Radosny tłum kłębił się na Montmartrze do późnych godzin nocnych, i tak przez całe trzy dni. Zdawaliśmy sobie sprawę, że najbliższe Święto Winobrania będzie dopiero za rok! A że Francja długo bez wina się nie obejdzie – w trzeci czwartek listopada organizowane jest kolejne święto wina, którego bohaterem jest cierpkie, młode beaujolais nouveau. Ciekawe, że to „trudne” wino ma swoich zagorzałych amatorów w Japonii! My wszystkie te specjały poznamy już niedługo...
...wystarczy, że kontynuować będziemy naszą włóczęgę, płynąc dalej Marną na wschód! Kiedy rzeka skręci na południe i niepostrzeżenie przejdzie w Kanał Marna-Saona, zauważymy być może, że zmienił się kształt dachów, a ich kolor przybrał ciemnoszary odcień. Przybyliśmy oto do królewskiej Burgundii.

KULA SPOD V E R D U N
W roku 1220 pewien cukiernik z Verdun wpadł na pomysł pokrycia migdałów, których używał do wyrobu ciast, polewą z cukru i miodu. Całość musiała jeszcze wyschnąć i stwardnieć, by powstałe w ten sposób cukierki można było łatwo przewozić. W roku 1660 Colbert, minister finansów Ludwika XIV, pisał do króla: „Obroty kupców w Verdun stoją na handlu drażetkami”. Żadne przyjęcie na dworze w Wersalu czy w pałacach naśladującej go arystokracji francuskiej nie mogło się obyć bez tych cukrowych cacek w pastelowych kolorach. Drażetki z Verdun chrupał Napoleon, król Anglii Edward VII, generał de Gaulle, ich królewskie wysokości król i królowa Belgów, książę Walii Karol... Maleńkie sakiewki szykownych cukierków stawiane są na francuskich stołach weselnych przed gośćmi, którzy mają prawo zabrać je do domu.
Największa fabryka drażetek w Verdum nosi nazwisko swego założyciela. Tuż po zakończeniu wojny francusko-pruskiej, w roku 1871, Léon Braquier do spółki z Edouardem Boivinem zakupił miejscową cu kierenkę i przerobił ją na fabry kę drażetek, która umieszczona została w nabytym przez nich zamku Coulmier, dawnej posiadłości letniej biskupów lotaryńskich. Ich fabryka, zniszczona w czasie bitwy pod Verdun, została po I wojnie światowej odbudowana i wznowiła produkcję drażetek, które dziś są prawdopodobnie najpopularniejsze w całej Francji.
„Raymoncl, Georges, Louis, Henri...”, imiona młodych ludzi wyrwanych z ciepła domu rodzinnego i rzuconych w piekło wojny. Niektórzy z nich dopiero wkraczali w wiek dorosłości. Pod spodem napis: „Dzieciom Erize-la-Brulée poległym za Ojczyznę”. Odczytuję go na kamiennej steli, jakich wiele w miasteczkach Francji. U góry krzyż lotaryński i lata: 1914-1918. Lata Wielkiej Wojny, Grandę Guerre. Tej, która miała być ostatnią z ostatnich la Der des Der, a okazała się pierwszą i, ponad wszystko, światową. Pomnik, pod którym stoję, wzniesiono w miasteczku leżącym na drodze z Bar-le-Duc do Verdun. Szosę nazwano Świętą Drogą. Przez dziesięć miesięcy, od 21 lutego do 19 grudnia 1916 roku, pozostała jedyną wolną arterią, którą armia francuska kierowała posiłki na front. We francuskiej klasyfikacji krajowej, jako jedyna, szosa ta nie nosi numeru, lecz skrót VS, Voie Sacrée.
Verdun w Lotaiyngii, nad rzeką Mozą. Miejsce najbardziej zaciętych walk pozycyjnych I wojny światowej. Mniej znane od plaż na wybrzeżu Normandii, gdzie w czerwcu 1944 roku lądowali alianci, ale równie godne poznania. W świadomości Francuzów nazwa „Verdun” zakorzeniła się jako synonim wojennego piekła. Trwało ono trzysta dni. Do dziś historycy nie są pewni dokładnej liczby ofiar. Jedni mówią o siedmiuset dwudziestu tysiącach zabitych, inni twierdzą, że po obu stronach poległo ogółem około miliona żołnierzy. Osiemset tysięcy zostało okaleczonych na całe życie. Zwiedzając Lotaiyngię, warto skierować tu swe kroki; wizyta ułatwi nam zrozumienie wielu paradoksów współczesnej Francji. Z jednej strony, Verdun oznaczało wielką daninę krwi złożoną przez obrońców, z drugiej zaś – zdobyta w bitwie sława legitymizowała marszałka Pétaina w kolaboracji z nazistami, po klęsce Francji w 1940 roku. Verdun stało się symbolem bohaterstwa i niesłychanego poświęcenia po obu stronach, ale także obalenia wartości moralnych i absurdu wojny.

Szampania
UŚMIECHNIĘTY ANIOŁ I ZAKOCHANY KRÓL
Rok przygotowań, pięć tygodni ustawiania świateł z udziałem alpinistów – 20 października 2007 roku, równo o dwudziestej, katedra Notre-Dame w Reims zabłysła nowym oświetleniem. Klejnot sztuki gotyckiej, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego, miejsce koronacji dwudziestu pięciu królów Francji, jedna z największych świątyń chrześcijaństwa zawdzięcza swą nową szatę projektowi Rogera Narboniego. Użył on dwustu trzydziestu reflektorów, stu dziesięciu generatorów i tysiąca stu włókien optycznych. To gigantyczne dzieło, w rzeczywistości „pożerające” niewiele energii (gdyż użyto oszczędnych materiałów), jest imponujące: na zewnątrz i w środku katedrę otacza prawdziwy świetlisty woal. Zielonkawy, tuż po włączeniu, odcień światła przyjmuje powoli złocisty kolor... szampana. Łącząc ciepłe promienie reflektorów z białym światłem włókien optycznych (niczym maître de chai, komponujący winną mieszankę), francuski projektant wydobył zaskakujące bogactwo architektonicznych szczegółów, ekspresję rzeźb, poszczególne portale i Galerię Królów. U dołu budynku mniej intensywne, u góry – mocniejsze, światło rzeźbi sylwetkę katedry w ciemnościach nocy. Rozumiem teraz, dlaczego nazywają ją „Katedrą Aniołów” – umieszczeni we wnękach nad przyporami posłańcy Boży unoszą ją niemal na swych uskrzydlonych ramionach.
Najsłynniejszy z nich Uśmiechnięty Anioł z centralnego portalu zwraca się ku Marii, której zwiastuje Dobrą Nowinę. Wszyscy zresztą są tu w dobrym humorze: Maria nie wydaje się zalękniona, raczej zasłuchana, towarzyszący jej w scenie Ofiarowania w świątyni Józef przepełniony jest ojcowską dumą – z jego postaci bije spokój i spolegliwość. Wiele elementów ozdobnych odwołuje się do życia Świętej Rodziny – na piętnastowiecznym zegarze astronomicznym, wybijającym pełne godziny dwa pochody figurek odgrywają Pokłon Trzech Króli i Ucieczkę do Egiptu. Wczesne witraże ucierpiały znacznie w czasie I wojny światowej. Od 1974 roku kaplicę w absydzie zdobią niezwykłe witraże Marca Chagalla, o dominującej błękitnej kolorystyce maryjnej. Nie sposób ich pominąć. Choć współczesne, tworzą immanentną część katedry. Przedstawiają sceny ze Starego i Nowego Testamentu: Ofiarę Abrahama, Ukrzyżowanie, Drzewo Jessego i ważniejsze wydarzenia z historii katedry. Kierując się fenomenalną intuicją, piewca żydowskich miasteczek, ryb grających na skrzypcach i wychudzonych nowożeńców wpisał się w styl i symbolikę pozostałych części świątyni. Wielką trzynastowieczną rozetę w fasadzie z centralnym motywem Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny radzę podziwiać późnym popołudniem, kiedy łagodnie przenika ją zachodzące słońce.
Katedra jest w większości budowlą trzynastowieczną, z dodatkami z XV i XVIII wieku. Nic nie zostało z pierwotnego kościoła, założonego w V wieku przez świętego biskupa Nicaise, pierwszego męczennika Reims. W podziemiach katedry można jedynie podziwiać fragmenty dużej galloromańskiej chrzcielnicy, w której mógł zostać ochrzczony król Franków Chlodwig (Clovis). Stało się to w 496 lub w 498 roku.
Młodego króla skusiły najpierw wdzięki urodziwej dziedziczki tronu Burgundów, Klotyldy, córki Childeryka I. Gdyby za jednym zamachem mógł rozszerzyć swe mikroskopijne państewko i zdobyć poparcie chrześcijańskich plemion Galii – je go wpływy objęłyby ziemie od Pirenejów po Ren. Szkopuł w tym, że piękna panna nie chciała męża poganina. Przez pierwsze lata małżeństwa Chlodwig opierał się, Klotylda (popierana przez arcybiskupa Reims, Remigiusza, wyrafinowanego dyplomatę) obstawała przy swoim, spokojnie ponawiając „podchody”. Legenda mówi, że decydująca okazała się bitwa pod Tolbiac, w 496 roku. Chlodwig próbował odeprzeć germańskie plemiona Alemanów, lecz jego siły niebezpieczne słabły. Chwytając się ostatniej deski ratunku, król przyrzekł, że jeśli ten uparty „bóg Klotyldy” pomoże mu zwyciężyć wroga, przyjmie chrzest. Alemanowie odstąpili, a król musiał dotrzymać danego słowa. Wraz z całym dworem i wojownikami, na oczach tłumu zgromadzonego w Reims, Chlodwig przyjął chrzest z rąk świętego Remigiusza, kładąc podwaliny nowej cywilizacji – Francji Merowingów.
Królewska katedra Notre-Dame zachowała również pamięć o innym spektakularnym wydarzeniu. Jak Paul Claudel doznał mistycznego olśnienia pod jednym z filarów katedry paryskiej, tak japoński malarz, Léonard Tsugouharu Foujita, powziąwszy poci koniec życia decyzję przyjęcia wiary katolickiej, został ochrzczony w katedrze w Reims. Miał wówczas osiemdziesiąt lat. Pamiątką po tym wydarzeniu jest maleńka kaplica, którą artysta w roku 1966 ozdobił freskami, przedstawiając sceny ze Starego i Nowego Testamentu. Kaplica Foujity mieści się pod numerem 33, przy ulicy Champ-de-Mars w Reims i bez wątpienia warta jest odwiedzin. Rzecz ciekawa – malarz przedstawił samego siebie na tylnej ścianie fasady, po prawej stronie, w tłumie zgromadzonym u stóp Krzyża.
KK/2008-08-14 09:01
 

Wyszukiwarka









Szukanie zaawansowane
 

Książki
 
Na skróty
 

Partnerzy sklepu






 

 

Aktualnie księgarnia oferuje: 99566 Książki, 58147 Muzyka, 10012 Filmy, 4570 Gry i Programy, 1649 Audiobooki, 1123 Strefa piękna, 6857 Elektronika, 1769 Kolekcje i Dodatki, 18 Zabawki.

    Copyright © 2004-2012 Stereo.pl S.A.
    Nie tylko Paryż!, Agnieszka Kumor - Fragment w Sklep Filmowy.pl